Ile kosztuje tydzień takiego jedzenia
Koszyk z dnia A, powtórzony od poniedziałku do piątku, w Lidlu albo Biedronce ląduje u mnie zwykle w okolicy 180–250 zł na osobę. To szacunek z sierpnia 2026, nie paragon. 19,90 zł za planer to dostęp do gramatur, nie zakupy.
Co w ogóle liczę
Dzień A z planu, pięć razy. Jajecznica z serkiem wiejskim, czekolada 70% z orzechami, kurczak z kuskusem i warzywami, jabłko z migdałami, twarożek z warzywami i pieczywem. Porcje bazowe, przed suwakiem. Szczegóły talerza są w jadłospisie na tydzień. Listę bez cen rozpisałem w liście zakupów na tydzień.
Weekend zostawiam poza tym rachunkiem. Mleko i rzodkiewka nie zawsze dożywają niedzieli, a sobotni obiad u nas i tak bywa z rodziny, nie z pudełka. Liczę tydzień roboczy jednej osoby. Dwoje dorosłych to nie dwa razy ten sam koszyk jeden do jednego — oliwę i kuskus dzielicie, jajka i pierś nie.
Nie wrzucam do sumy „czegoś na wszelki wypadek”. Wypadek kończy się chipsami i drugim serem, który zjesz z palca we wtorek. Liczę to, co jest w przepisach. Masło z kostki 200 g i oliwę z butelki rozliczam w proporcji zużycia, nie jako pełną półkę za każdym razem.
Koszyk: dzień A × 5, sierpień 2026
Widełki biorą się głównie z piersi, pieczywa i orzechów. Reszta w dyskoncie siedzi ciaśniej. To Lidl / Biedronka, marki własne, bez bio i bez czekolady z lotniska.
| Produkt | Na 5 dni | Szacunek |
|---|---|---|
| Jaja (ok. 4 szt. × 5) | ok. 20 szt. / 1,1 kg | 16–22 zł |
| Serek wiejski | 500 g (100 g × 5) | 8–12 zł |
| Twaróg półtłusty | 750 g (150 g × 5) | 14–20 zł |
| Jogurt grecki 2% | ok. 900 g (80 g obiad + 100 g kolacja) | 12–18 zł |
| Pierś z kurczaka, surowa | 900 g (180 g × 5) | 22–35 zł |
| Kuskus suchy | 350 g (70 g × 5) | 5–8 zł |
| Pieczywo żytnie / grahamki | 10 × 70 g | 14–22 zł |
| Czekolada gorzka min. 70% | 150 g (30 g × 5) | 10–16 zł |
| Orzechy (przekąska) | 150 g (30 g × 5) | 10–16 zł |
| Migdały | 100 g (20 g × 5) | 8–14 zł |
| Jabłka | 750 g (150 g × 5) | 4–8 zł |
| Pomidor (śniadanie + kolacja) | ok. 1,2 kg | 10–18 zł |
| Rzodkiewka, cukinia, marchew mrożona, natka | na 5 obiadów i kolacji | 14–24 zł |
| Masło i oliwa (zużycie 5 dni) | 50 g + 50 g | 4–8 zł |
Suma widełek wychodzi mniej więcej 151–241 zł. Z zapasem na droższą pierś, lepszą czekoladę i środowy doskok po pieczywo trzymam się 180–250 zł na osobę na tydzień roboczy.
Jeśli kurczaka robisz na dwa dni z jednej smażonki, gramatura w koszyku zostaje ta sama — 900 g surowej piersi na pięć obiadów to nadal 900 g. Oszczędzasz czas, nie kilogramy. Taniej robi się wtedy, gdy środę zjesz wrapem z fasoli z puszki: fasola jest tańsza niż dobra pierś. Rotacja obiadów to osobny temat; tu liczę dzień A bez ulg.
Środowy doskok bywa: pieczywo, rzodkiewka, pomidory. Nie drugi koszyk „bo promocja”. Trzy sery, płatki z cukrem na pierwszym miejscu i gotowa sałatka z majonezem na trzy dni do przodu nie są w tej tabeli, bo nie są w przepisach.
Pięć lunchy na mieście to inna liga
Pięć obiadów w barze, pudełku z dowozu albo „szybką miskę przy biurze” to często 150–250 zł samych lunchy. Śniadanie z automatu, kawa z mlekiem i wieczorne „coś” idą obok. Te same 180–250 zł w dyskoncie karmią Cię od jajecznicy do twarożku, nie tylko przerwę o 13:00.
Dieta pudełkowa na pięć dni, pełny dzień, schodzi zwykle wyżej niż ten koszyk — i nadal musisz kupić kawę, weekend i to, czego pudełko nie przewidziało. Porównanie pudełka z gotowaniem samemu zostawiam osobno (dieta pudełkowa vs samemu). Tu wystarczy: sam lunch na mieście zjada budżet, który w sklepie starcza na większość dnia.
Druga oszczędność siedzi w koszu. Jogurt, który zielenieje w drzwiach lodówki, też był w paragonie. Lista pod zużycie — 20 jaj, nie 40 „bo taniej na sztuki” — jest nudna i działa. 19,90 zł za planer tej kwoty nie zastępuje. Planer liczy gramy i scala listę. Kurczaka i tak kupujesz w sklepie.
Co podbija rachunek, a co nie
Orzechy i czekolada 70% wyglądają niewinnie po 30 g. Na pięć dni to 150 g + 150 g. W markach własnych nadal mieszczą się w tabeli. W mieszance z drogerii albo tabliczce „premium” potrafią dołożyć 20–30 zł tygodniowo. Odmierzam porcję rano. Jedzenie z opakowania przy mailu jest droższe kalorycznie i złotówkowo.
Pierś: 180 g surowej na obiad. Pięć dni, 900 g. Jeśli bierzesz filet z lady w promocji, lądujesz na dole widełek. Jeśli „pierś z hodowli, bo zdrowsza”, góra. Kuskus 70 g suchego jest tani. Oliwa 10 g na obiad też, o ile nie kupujesz nowej butelki co tydzień „bo się kończy” przy pełnej szafce.
Skyr, granola i tortille wchodzą, gdy w środę zrobisz dzień B. Wtedy schodzi pierś, wchodzi puszka fasoli i kubek skyru. Tydzień mieszany bywa tańszy, nie droższy. Byle nie dwa pełne koszyki „na mięso” i „na wege”. Fasola, kuskus, twaróg i pieczywo służą obu.
19,90 zł to nie kotlet
W planerze płacisz raz 19,90 zł za 30 dni dostępu. Dostajesz suwak kalorii, gramatury i listę zakupów z dnia razy siedem. To nie wkład do lodówki. Ktoś, kto porówna 19,90 zł z 200 zł za jedzenie, miesza bilet do aplikacji z paragonem. Jedzenie kosztuje jedzenie.
Jeśli nie chcesz planera, i tak możesz kupić z tabeli wyżej. Kartka, pięć dań, jedna lista. Planer oszczędza liczenie, nie kurczaka. I nie obiecuję, że przy 180 zł schudniesz. Schudniesz albo nie, zależnie od deficytu i wieczoru — nie od tego, czy jajka były z Lidla czy z Biedronki.
Kolejność w sklepie, żeby nie krążyć i nie dokładać: nabiał, pieczywo, mięso na dwa–trzy obiady, kuskus z półki suchej, warzywa i owoce na końcu, czekolada z listy, nie „skoro już jestem przy słodyczach”. Paragon z sierpnia 2026 w innym mieście wyjdzie inaczej. Widełki 180–250 zł są po to, żebyś nie oczekiwał 99 zł i nie zdziwił się 400 zł z bio półki.